,,Hieronimek”

Hieronimek – Portret Hybrydowy i Hołd dla Bosha

Mój „Hieronimek” (czy też „Heroinimus”, jak czasem przewrotnie o nim myślę) to obraz, który warsztatowo mógłby wydać się dość prosty do wykonania, ale jego prawdziwa siła tkwi w potężnym ładunku konceptualnym i historycznym. To mój bezpośredni, głęboki hołd dla geniuszu Hieronima Bosha – twórcy, którego życiorys i unikalny sposób wyrażania świata od lat mnie fascynują.

W historii Bosha najbardziej urzekł mnie genialny paradoks jego egzystencji: jego głównymi sponsorami i mecenasami byli purpuraci, biskupi i najwyżsi hierarchowie Kościoła. Bosh, posługując się swoim genialnym warsztatem, potrafił w sposób bezwzględny, a zarazem mistrzowsko zakamuflowany, tworzyć tragi-farsę z ich własnych przywar, grzechów i słabości. Drwił z nich, wtrącał ich do piekła pod postacią przedziwnych bestii, a oni – zafascynowani jego niesamowitą indywidualnością i odmiennością – bezgranicznie go za to cenili. Bosh nie malował zwykłych portretów; on tworzył portrety w hybrydach. Czasem zostawiał same oczy, czasem sam nos, potrafił odrzeć grubasa z tłuszczu albo monstrualnie kogoś pogrubić. Robił to z porażającą inteligencją.

Mój „Hieronimek” narodził się dokładnie z tej samej filozofii. Od samego początku wiedziałem, z jakich elementów musi konstrukcyjnie składać się ta hybryda: to fuzja szklanej bombki choinkowej, ptaka oraz mistycznej geometrii cyfry 9.

Musiałem jednak tę przedziwną postać jakoś ustabilizować na płótnie, nadając jej unikalne punkty podparcia. Cała kompozycja została oparta na strukturze dziewiątki, która dotyka ziemi zaledwie jednym, cieniutkim koniuszkiem. Drugim punktem oparcia jest zwisający z dzioba podłużny liść, a po lewej stronie znajduje się ten jeden, malutki, pierwotny punkcik, od którego cała linia i zarys tego stworzenia w ogóle się rozpoczęły. Sama głowa-korpus to szklana, choinkowa bombka z metalowym uchwytem na szczycie. Ma w sobie niesamowity symbolizm – kojarzy się z kruchością, lekkością, czymś, co ignoruje grawitację i swobodnie wisi w przestrzeni, niosąc jednocześnie w swoim wnętrzu kruchą iluzję.

Tworząc tę hybrydę, mocno zakotwiczyłem się w realiach epoki, w której żył i tworzył Bosh. Były to czasy surowe i mroczne, w których artyści celowo narażali się na niebezpieczeństwa, czas szalejących epidemii i chorób wenerycznych. To także era, w której ludzkimi umysłami rządziły potężne halucynacje spowodowane chociażby sporyszem – zatrutą mąką i chlebem, czyli ówczesnym, naturalnym LSD. Ludzie tamtych czasów, w tym prawdopodobnie sam Bosh, zmagając się z chorobami, doświadczali wizji, w których umysł całkowicie przejmował kontrolę nad rzeczywistością. Eksperymentowano również z opiatami – w literaturze i sztuce tamtej epoki regularnie powracają motywy gołębiego puchu i skrzydeł jako symboli tych odrealnionych stanów. Stąd w mojej pracy tak silna, drobiazgowa obecność misternie nakreślonych ptasich piór.

Kluczowe w „Hieronimku” są oczy, które magnetyzują odbiorcę. Widzimy tu wizję wielkiego, błękitnego oka, z którego powoli spływa pojedyncza kropla płaczu – łza. Oko jest mocno przekrwione, zmęczone, co stanowi bezpośredni zapis potwornego natłoku myśli i ciężaru wizji, jakie to stworzenie musi nosić w swojej szklanej głowie. Ta hybryda jest jak pomnik – zastygła w całkowitym bezruchu. Jedno jej oko patrzy prosto w niebo, drugie zaś wbite jest głęboko w glebę. To wizualny podział pomiędzy tym, co nadejdzie w przyszłości, a tym, co jest tu i teraz.

Tło obrazu, w przeciwieństwie do dramatycznej i złożonej postaci, potraktowałem jako strefę czystego relaksu. To subtelna, ciepła Jutrzenka – motyw, który uwielbiam przemycać do swoich prac. Ciepłe odcienie tła dają wytchnienie i stanowią łagodny kontrast dla tej niepokojącej, genialnej bestii, która narodziła się na nowo z ducha Hieronima Bosha.

Zaobserwujcie nasz kanał:

Facebookhttps://www.facebook.com/TomaszKowalczykpiano

Zapraszamy do żywej dyskusji w temacie;)